Google Website Translator

niedziela, 15 kwietnia 2012

CZY CZERWONE MIĘSO NAPRAWDĘ NAS ZABIJA?

W ubiegłym miesiącu zrobiło się głośno o szczególnym artykule opublikowanym przez naukowców z Harvard School of Public Health. gdzie rzekomo pokazano, że jedzenie czerwonego mięsa zwiększa ryzyko zgonu o blisko 20%. Media oszalały. BBC podchwyciło temat momentalnie, omawiając badania podczas porannych serwisów informacyjnych i w godzinach najwyższej oglądalności. Zresztą  większość gazet w Wielkiej Brytanii zaraz też prześcigało się w czerwono-mięsnej panice. Polska nie pozostała w tyle, publikując podobne doniesienia na takich portalach jak Gazeta WyborczaTVP, Wprost czy PAP.

O co tyle hałasu?

Otóż wspomniani badacze podsumowali dane o diecie, zachorowalności i śmiertelności w sumie ponad 120 000 pracowników służby zdrowia i pielęgniarek - uczestników badania epidemiologicznego. Uczestnicy ci za sprawą formularzy donosili naukowcom co 4 lata o szczegółach swojej diety, nałogach, masie ciała, itp. A działo się przez niemała ponad 20 lat. Gdy badania zostały zakończone, badacze wzięli wszystkie dane i sprawdzili czy jakiś szczególny czynnik ich stylu życia ma związek ze śmiertelnością czy zapadalnością na którąś z chorób. No i Eureka! Okazuje się, że jeśli porównamy ze sobą osoby, które spożywały najwięcej czerwonego mięsa z tymi, które spożywały go najmniej, to okazuje się, że te pierwsze mają podwyższone ryzyko śmierci o 7-19%.

A teraz: co to wszystko znaczy? I czy musimy już na zawsze pożegnać się ze schabowym?

Które mięso wybrać?
Źródło: Wikipedia


1) Epidemiologia obserwacyjna i tylko obserwacyjna.
Przede wszystkim badania te zaliczają się do dziedziny tzw. epidemiologii obserwacyjnej, o której mówi się, że generuje hipotezy do testowania. Dlaczego? Bo tutaj na podstawie najczęściej bardzo dużej próby pacjentów szuka się związków (to jest korelacji) między chorobami/śmiertelnością a potencjalnymi czynnikami ryzyka. Piszę korelacji, która wcale nie musi oznaczać przyczynowości. Aby przekonać się czy nawet bardzo silna korelacja faktycznie wskazuje związek przyczynowo-skutkowy, należy przeprowadzić porządny eksperyment. W tym przypadku oznaczałoby to w najprostszym przyspadku podzielenie losowych pacjentów (lub takich o bardzo zbliżonym trybie życia, zależy od naszej strategii i dostępnych funduszy na badania) na dwie grupy: wegetarian i "czerwonych mięsożerców". Podczas trwania eksperymentu nadzorujący naukowcy powinni sumiennie rejestrować spożywane przez uczestników produkty i ich skład. Później po latach-latach możnaby się przekonać czy grupa mięsożerców faktycznie ma podwyższone ryzyko śmierci w porównaniu z grupą wegetarian. Nic takiego nie miało tutaj miejsca - mamy informacje o korelacji i nic więcej.

[Tak na marginesie: na samym początku pisania tego bloga wspomniałam tylko o tym, a teraz nareszcie wyjaśniam, dlaczego trzeba być ostrożnym w interpretowaniu wyników podobnie przeprowadznych badań, które mogą dotyczyć picia alkoholu (w tym czerwonego wina), jedzenia oliwek, szczypiorku, kaparów czy czego tam sobie chcecie.]


2) Jak nie mięso, to może coś innego?
Z korelacją są problemy. Bo skoro nie możemy powiedzieć, że to czerwone mięso zwiększa ryzyko śmiertelności, to co? Otóż większość mediów zignorowała fakt, że w tym badaniu zwiększona ilość spożywanego czerwonego mięsa była częściej związana z tzw. niezdrowym trybem życia (to jest paleniem, piciem alkoholu, brakiem ruchu) i jego wskaźnikami (wysokim BMI, ciśnieniem krwi, itd). Te czynniki zacierają prawdziwy obraz związku między spożywaniem mięsa (i niezdrowym trybem życia w ogole) a śmiertelnością i na podstawie samej tylko korelacji niewiele możemy na ten temat powiedzieć.

3) Ryzyko śmiertelności to nie śmiertelność
Media komentując ten artykuł najczęściej pisały o wzroście śmiertelności (a 20% w tym przypadku istotnie oznaczałoby ludobójstwo!), co jest albo niezrozumieniem wyników badań albo celową manipulacją. Opisywany artykuł donosi o wzroście ryzyka śmiertelności u osób jedzących czerwone mięso.  Co za różnica? Fundamentalna! Wyobraźmy sobie populację wegetarian, gdzie śmiertelność wynosi 25% (i jej ryzyko jest na stałym poziomie R = 1). Następnie pomyślmy o populacji "czerwonych mięsożerców". Jaka byłaby ich śmiertelność, jeśli zwiększymy poziom ryzyka śmierci do R=1.2 (większe o 20%)? Wtedy mnożymy śmiertelność wegetarian przez zwiększone ryzyko śmierci, co daje 0.25 x 1.2 = 0.3 = 30%. Tak więc całkowita śmiertelność "czerwonych mięsożerców" zwiększyłaby się w sumie o 30% - 25% = 5%. Natomiast gdyby śmiertelność wegetarian wynosiła na wstępie 5% (dużo bardziej realistyczny scenariusz), to śmiertelność mięsożerców wyniosłaby wtedy 0.05 x 1.2 = 0.06 = 6%! Oznacza to, że różnica w śmiertelność między wegetarianami a mięsożercami wyniosłaby zaledwie 1% !

Tak więc raz jeszcze trzeba uważać co się czyta w mediach i warto się 5 razy zastanowić (i 10 razy spawdzić sens samych informacji) zanim totalnie zmienimy naszą dietę i wywrócimy nasze całe życie do góry nogami.

Do szerszej dyskusji (i krytyki!) wybujałych interpretacji opublikowanych przez Harvard School and Public Health badań zapraszam na anglojęzyczne blogi: Zoe Hardcombe czy Gary'ego Taubesa


Do przeczytania wkrótce!




ResearchBlogging.org
Pan, A., Sun, Q., Bernstein, A., Schulze, M., Manson, J., Stampfer, M., Willett, W., & Hu, F. (2012). Red Meat Consumption and Mortality: Results From 2 Prospective Cohort Studies Archives of Internal Medicine, 172 (7), 555-563 DOI: 10.1001/archinternmed.2011.2287

8 komentarzy:

  1. W rzeczy samej...
    Z drugiej strony, zajadanie się "mięchem" przez budowlańca czy Górnika wydaje się sensowne, ale dla pracowników służby zdrowia, urzędników, nauczycieli... to jak kupno samochodu terenowego przez ludzi którzy w życiu nie wyprawili się nawet nad pobliską rzeczkę.

    ps. świetny rachunek ryzyka.

    OdpowiedzUsuń
  2. I zdjęcie! Osobiście jestem gotowa poświęcić parę lat życia za niedzielnego schabowego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga A., nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja osobiście nie mogę się z tobą nie zgodzić (szkoda tylko, że mięso w Szwecji takie drogie!) :))

      Usuń
  3. "Tak więc całkowita śmiertelność "czerwonych mięsożerców" zwiększyłaby się w sumie o 30 - 25 = 5%."
    "Oznacza to, że różnica w śmiertelność między wegetarianami a mięsożercami wyniosłaby zaledwie 1% !"
    Chyba powinny być punkty procentowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam, oj - szczegóły ;) dobrze, że mam wnikliwych czytelników, którzy mi na nie zwracają uwagę ;) już!

      Usuń
  4. Nie jedzenie mięsa to filozofia na życie a nie tylko dieta cud dla grubasów. Jeśli komuś przeszkadza, że w Afryce zarzyna się słonie dla kłów to równie dobrze powinno mu przeszkadzać, że w Europie zarzyna się świnie na schabowe. Zwykły pragmatyzm - nic ponadto. Hedonistyczne podejście do świat i zajadanie się czym popadnie ma swoje plusy ale z moralnego punktu widzenia nie jest w 100% fair.

    OdpowiedzUsuń
  5. nie przeszkadza mi zabijanie słoni, ani krów. niedługo będziemy jeść wegetarian..

    OdpowiedzUsuń
  6. Od tej pory jestem wege. I mam wszystko w dupie.

    OdpowiedzUsuń